Przed twoimi oczami stoi budynek o beżowej barwie, dwóch piętrach i wielu oknach. Ten gmach stoi tutaj od tak dawna jak ty żyjesz i jeszcze trochę. Na wejściu wita cię relatywnie nowy emblem szkoły zawieszony na ciężkich, grubych drewnianych drzwiach. Całe to wejście wygląda jakby, nie mogło się zdecydować czy jest w XIX, XX czy XXI wieku. Bo ściany są jak z PRL'U, drzwi z zamku a porozwieszane plakaty i ogłoszenia ówczesne.
Wchodząc do budynku, przechodzisz przez poczekalnie, tutaj siedzą i grzeją się ci, którzy nie mają mundurka. "Grzeją" jest lekko nie adekwatne, bowiem poczekalnia była jednym z tych magicznych miejsc, gdzie w zimę jest kurewsko ziemno, a w wiosnę i lato, ludzie mają mroczki i chcą mdleć. Bez odpowiedniego ubioru lub potwierdzenia, że ma się pozwolenie na wejście, nikt nie jest wpuszczany.
Po chwili ktoś ci otwiera — sprzątaczka, chciałbyś ją jakoś opisać, ale byłeś tak zmęczony podróżą, że nie do końca kontaktujesz.
Gdzie idziesz?:
- Lewy korytarz